Cela, Jonas Winner




W ostatnim czasie przez natłok obowiązków strasznie zaniedbałam zarówno pisanie na blogu, jak i samo czytanie książek. Jakoś tak przez ilość nawarstwiających się spraw ciężko było mi się skupić na tekście i postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę. Kiedy jednak ogarnęłam najistotniejsze rzeczy, wróciłam do czytelniczych zaległości. Nie było to jednak takie proste, bowiem Celę zostawiłam na setnej stronie i powrót był dla mnie niesamowicie trudny. Ponowne wgryzienie się w tytuł było dla mnie toporne, nie tylko ze względu na konieczność przypomnienia sobie fabuły, ale też dlatego, że ciężka atmosfera panująca na łamach dzieła Jonasa Winnera nie pozwala czytelnikowi od tak przerwać lektury, nie tracąc przy tym wątku. Jednak, gdy w końcu dziubiąc stronę po stronie wkręciłam się ponownie w Berlińską atmosferę, pochłonęłam ją w jeden sobotni wieczór.

Sammy jest jedenastoletnim chłopcem, który wraz ze swoją rodziną przeprowadził się do starej, przedwojennej willi w samym sercu Berlina. Niewiele czasu później staje się świadkiem szokującego odkrycia. W szopie odnajduje schron, gdzie w jednej z cel przetrzymywana jest nastoletnia dziewczyna. Gdy jednak następnego dnia postanawia do niej wrócić, miejsce okazuje się być puste, a azjatka zniknęła bez śladu. Chłopiec na własną rękę stara się odkryć, gdzie podziała się Yoki i co wspólnego z tą sprawą ma jego ojciec.

Na początku muszę się Wam do czegoś przyznać. Zaczynając tę książkę od razu przypięłam do niej łatkę schematycznej, oczywistej historii, która w żaden sposób nie będzie dla mnie czytelniczym wyzwaniem. Cóż, gdy w końcu fabuła zaczęła się na dobre rozkręcać, otrzymałam niemały zimny prysznic. Ten z pozoru prosty thriller zaczął zyskiwać nagle znamiona powieści psychologicznej, by pod sam koniec, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu przemienić się w coś na kształt horroru. Polecam być więc cierpliwym i nie iść za moim  przykładem, bo pewnie gdyby nie to, że otrzymałam kopię recenzencką, nigdy bym tej książki nie ukończyła i byłoby to dla mnie niesamowitą stratą.

Cela jest tytułem z pewnością przerażającym i to nie tylko ze względu na pojawiające się w nim drastyczne sceny, ale też za sprawą czającej się w każdym kącie psychozy. Obłęd towarzyszy nam na każdym kroku. Niekiedy jeden wątek wypierany jest przez drugi, a zdania urywają się i pozostawiają nas z sowitą dziurą w głowie. Nikt nie zdaje się być normalny. Nawet kończąc książkę, nie wiadomo kto w gruncie rzeczy mówił prawdę i komu powinniśmy ufać. Cela jest zagadką, którą musimy rozwiązać sami, jednak nie jest to takie proste. Szaleństwo wypływa tu z każdej strony, a czytelnik pełni nie tylko rolę biernego obserwatora, ale również współodczuwa i to na wielu płaszczyznach, przez co łatwo wpada w pułapkę zastawioną przez autora. Pułapkę, która trzyma nas w swoich sidłach aż do ostatniej strony, a nawet później, mieszając nam w głowach i sprawiając, że zastanawiamy się nad tym, co tak naprawdę jest prawdziwe.

Rozpoczynając moją przygodę z Celą, nie miałam dobrego zdania co do sposobu kreacji postaci. Sammy wydawał się być zbyt dorosły i przerysowany jak na jedenastoletnie dziecko. Później na szczęście okazało się, że był to zabieg celowy, co w ostateczności przełożyło się na moją pozytywną ocenę. Nie będę jednak zgłębiać się w to, co mam dokładnie na myśli, bo niektórym pewnie zdradziłabym całą fabułę. Autor zdecydowanie nie pozwala nam na polubienie żadnego z bohaterów, każdy jest bowiem na swój sposób winny, a kiedy w końcu sytuacja zaczyna się w miarę klarować, nagle wdeptuje nas w ziemię swoim brudnym buciorem i uderza kolejnymi, zaskakującymi faktami. Myślę, że właśnie na tym polega cały zamysł tej książki, że tkwi on właśnie w tym, by nasze głowy były cały czas pogrążone w chaosie przypuszczeń i ciągłej podejrzliwości. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to tytuł wybitnie logiczny, bo ma niestety kilka uchybień, które rażą w oczy. Nie są one jednak powodem, dla którego miałoby się tę pozycję skreślić.

Właściwie, to Cela jest naprawdę niezłym kawałkiem literatury, który z pewnością mogę polecić miłośnikom dreszczyku emocji. Mamy w tym przypadku do czynienia z czymś oryginalnym pod względem odbierania treści, bowiem w celi, gdzie trudno jest odróżnić prawdę od fikcji, gdzie majaki mogą okazać się rzeczywistością, a realne zdarzenia chorym snem - nic nie jest pewne. Trudno o konkretne wnioski, gdy wszystko dzieje się w umyśle 11-letniego dziecka, które w szoku może postrzegać wszystko jak w krzywym zwierciadle. Jonas Winner sprawia, że widzimy wydarzenia oczami tego chłopca i wraz z nim wpadamy w bezdenną otchłań szaleństwa naszych umysłów.

                                               Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu




1 komentarz:

  1. Idealna książka dla mnie :D Kocham takie mroczne pozycje.

    Pozdrawiam
    adventureinthelibrary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 moja booktopia , Blogger